TALENT GREENSPANA

Oczywiście takie akcje gaszenia pożarów na rynkach miały swój koszt – ryzyko moralne. Jest to termin pochodzący z branży ubezpieczeń. Koncepcja polega na tym, że gdy ktoś jest ubezpieczony, zwiększa się jego skłonność do podejmowania ryzyka, gdyż wie, że ma zaplecze i w razie czego firma ubezpieczeniowa pokryje szkody. Na przykład ubezpieczeni kierowcy nieraz mniej boją się wypadku, a zatem jeżdżą więcej, a do tego mniej ostrożnie. Podobnie się dzieje, gdy przez ograniczenie spadków na rynku Fed zachęci inwestorów do podejmowania nadmiernego ryzyka. Jeśli inwestorzy wiedzą, że Fed stale stoi na straży i w razie potrzeby ich uratuje, będą mieli większą tendencję do angażowania się w bardziej ryzykowne przedsięwzięcia. A podejmowanie ryzyka może przyczynić się do kolejnej bańki finansowej.

Niewielu jednak ekonomistów akceptuje podejście w stylu „upuszczania krwi”, polegające na odsunięciu się i liczeniu na to, że rynki same sobie poradzą. Uważam, że Greenspan postępował bardzo rozsądnie, dążąc do równowagi między ryzykiem moralnym a ochroną gospodarki przed kryzysami finansowymi. W latach dziewięćdziesiątych w słowniku finansistów pojawił się termin związany z problemem ryzyka moralnego – Greenspan put. Określenie to wzięło się od opcji put, które dają prawo do sprzedaży akcji po określonej cenie, tak zwanej „cenie wykonania”. To zabezpiecza inwestorów giełdowych przed spadkiem notowań. O ile zadaniem Greenspan put była ochrona inwestorów, o tyle „cena wykonania” dla tej operacji pozostawała bardzo niska. Oznaczało to, że Fed rzeczywiście wkracza do akcji, ale tylko wówczas, gdy inwestorzy bardzo ucierpieli, oraz pod warunkiem, że załamanie finansowe grozi pociągnięciem za sobą całej gospodarki.

Łącząc szczęście z talentem, Greenspan stał na czele Fed w okresie wyjątkowej stabilności i żywotności amerykańskiej gospodarki. Szczególnie dobrze sobie radził z kryzysami finansowymi. Ustalał sensowną równowagę między dotowaniem inwestorów a unikaniem paniki. Jego sukcesy w połączeniu z coraz większą fascynacją giełdą oraz rosnącym prestiżem Rezerwy Federalnej sprawiły, że stał się ikoną popkultury. Następcy takiej osobistości trudno jest przekonać do siebie ludzi.

O ile trudno podważyć twierdzenie, że Greenspan był silnym prezesem Fed, o tyle peany na jego cześć w prasie biznesowej są jednak nieco przesadzone1. Wyważona ocena wymaga postawienia kilku nieprzyjemnych pytań. Czy Greenspan rzeczywiście był antyinflacyjnym „jastrzębiem”, czy też „gołąbkiem” szastającym pieniędzmi na prawo i lewo? Czy prezes Fed powinien ściśle współpracować z administracją w kwestiach niezwiązanych z polityką antyinflacyjną i nadzorem rynków finansowych? Czy to dobrze, by do omawiania prowadzonej polityki używać niejednoznacznego kodu, zrozumiałego wyłącznie dla zawodowych obserwatorów poczynań Fed? Czy Greenspan rzeczywiście posiadł umiejętność tworzenia znacznie lepszych prognoz niż inni ekonomiści w tym czasie? Czy decyzje podejmowane przez FOMC były lepsze dzięki jego dominacji nad Komitetem?

OBSERWACJE ORNITOLOGICZNE, CZYLI JAK ODRÓŻNIĆ „JASTRZĘBIA” OD „GOŁĘBIA”

Ponieważ ekonomistów nieraz zalicza się do „jajogłowych”, Czytelnika nie powinno dziwić, że głównym zajęciem człowieka z Wall Street jest prowadzenie swoistych obserwacji ornitologicznych. Szczególnie dużo uwagi „ornitoekonomi- ści” poświęcają cechom uważanym za „jastrzębie” lub „gołębie”, reprezentowanym przez przedstawicieli Fed i pojawiającym się w ich wypowiedziach. „Gołąb” jest raczej uległy wobec inflacji i mniej skłonny do podnoszenia stóp procentowych. „Jastrząb” natomiast rzuca się na inflację z dziobem i pazurami, jest wobec niej zdecydowany i nie boi się podnosić stóp procentowych, mimo bólu zadawanego w ten sposób rynkom kapitałowym. Zastanówmy się, jak na skali pomiędzy „jastrzębiem” a „gołębiem” plasuje się Alan Greenspan.

Wygląda na to, że pod względem traktowania inflacji Greenspan zbliżał się raczej do gołębich frakcji w Fed i innych bankach centralnych. Najprostszym wyróżnikiem cech jastrzębia w przypadku prezesa jest liczba sytuacji, gdy inni członkowie FOMC zaprotestowali przeciwko jego wnioskowi w sprawie dalszej polityki i głosowali przeciw niemu. Za Greenspana sytuacja taka miała miejsce w czasie posiedzeń FOMC 83 razy, przy czym powody „jastrzębie” przeważały nad niezgodą z przyczyn typowych dla „gołębi”. 54 razy brak zgody wiązał się z potrzebą działania bardziej „jastrzębiego”, a tylko 27 – bardziej „gołębiego”, w dwóch zaś przypadkach dotyczył zupełnie innych zagadnień. Wykres 6.1 ukazuje przyczyny odrzucenia wniosku w głosowaniach na przestrzeni dziewiętnastu lat. Rozbieżności zakulisowe pojawiały się oczywiście znacznie częściej, w końcu jednak, choć niechętnie, członkowie zgadzali się i decyzja była podejmowana bez przeszkód. Transkrypcje z posiedzeń w czasie cyklu zacieśniania polityki zawierają tylko osiem przypadków oficjalnego odrzucenia wniosku, nato- miast 24 razy komentarze członków przed głosowaniem wskazywały na brak poparcia dla propozycji poddanej pod głosowanie. 20 spośród tych ostatnich wiązało się z apelem o podjęcie śmielszych i ostrzejszych działań2.

OBSERWACJE ORNITOLOGICZNE, CZYLI JAK ODRÓŻNIĆ „JASTRZĘBIA” OD „GOŁĘBIA” CZ. II

W istotnych sprawach co najmniej dwa razy Greenspan otwarcie opowiedział się za bardziej „gołębią” drogą niż reszta Komitetu. Raz w 1994 roku, gdy większość zebranych optowała za podwyżką o 50 punktów bazowych na początku cyklu, a następnie naciskała na dalsze, bardziej zdecydowane restrykcje. Tylko dwóch członków Komitetu, Alan Blinder i Janet Yellen, optowało za surowszą polityką pod koniec cyklu. Jak wynika z transkrypq’i z posiedzeń, Greenspan dokonał niemalże cudu, przekonując większość członków Komitetu, by udzielili mu poparcia. Potem, pod koniec lat dziewięćdziesiątych, Greenspan oddalił obawy Komitetu i zarządu przed inflacją, argumentując, że silniejszy wzrost produktywności powstrzyma inflację mimo niskiej stopy bezrobocia. Jak się później okazało – miał rację.

W drugiej połowie kadencji Greenspanowi bardzo pomógł wiejący w plecy wiatr dezinflacji w postaci szybszego wzrostu produktywności, taniego importu z Chin i innych rynków wschodzących, jak również zmiany w metodologii pomiaru inflacji. Dzięki wszystkim tym czynnikom utrzymywanie inflacji w ryzach stało się łatwiejsze, a przy tym przestało się wiązać z koniecznością podnoszenia stóp procentowych, co zawsze jest politycznie niewygodne. Prowadzona przez niego polityka „oportunistycznej dezinflacji” w tych warunkach sprawdziła się doskonale, dlatego też do pewnego stopnia jego sukces można uznać za przebłysk szczęścia. Ciekawe, co by było, gdyby musiał stawić czoło nieprzyjaznym okolicznościom, z jakimi borykał się Yolcker.

Leave a reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>