Reakcja na bańkę spekulacyjną na rynku aktywów

Jednym z najbardziej kontrowersyjnych zagadnień w bankowości centralnej jest to, jak decydenci traktują rynki aktywów1. W rozdziale drugim wspomniałem już, że gene- lie wszyscy uważają ceny aktywów za istotne ogniwo mechanizmu transmisji polityki monetarnej, co oznacza, że zmiany w polityce Fed skierowane na stymulowanie lub hamowanie rynków aktywów wpływają pośrednio na całą na gospodarkę. W czasie długotrwałej hossy na rynku nieruchomości lub na giełdzie gospodarstwa domowe odczuwają wyższy poziom zamożności i mają skłonność do większych wydatków. Dysponują także szerszym spektrum zabezpieczeń pod zaciągane pożyczki, dzięki czemu łatwiej mogą się ubiegać o kredyt. W sytuacji hossy na giełdzie i wzrostu cen nieruchomości komercyjnych również i przedsiębiorstwa dysponują zabezpieczeniami pod zaciągane kredyty, co także zachęca do zwiększonych wydatków. W sytuacji spadków cen aktywów mamy do czynienia z odwrotnym zjawiskiem. Mało kto nie zgodzi się z twierdzeniem, że bank centralny, kształtując politykę monetarną, musi brać te zjawiska pod uwagę.

Prawdziwe wyzwanie pojawia się w sytuacji ekstremalnej, gdy zachodzi obawa o tworzenie się bańki cen aktywów, czyli ich nieuzasadniony wzrost. Czy bank centralny powinien w takiej sytuacji starać się powstrzymać gwałtowny wzrost cen? A w przypadku pęknięcia bańki – jak długo powinien zwlekać, zanim obniży stopy procentowe? Kontrowersje mają dwojakie powody. Po pierwsze, jeśli Fed skupi się na zarządzaniu rynkami aktywów, będzie musiał poświęcić inne cele. Fed dysponuje tylko jednym istotnym narzędziem prowadzenia polityki, to jest możliwością zmiany stopy funduszy, oraz kilkoma innymi mniej efektywnymi narzędziami drugorzędnymi, takimi jak słowna perswazja, zmiana regulacji oraz pożyczanie płynnych aktywów. Fed nie może w pełni efektywnie zarządzać gospodarką, jeśli skoncentruje się na zarządzaniu rynkami aktywów.

Po drugie, gdy decydenci podejmują próbę regulacji rynku, wpływają na zmianę zachowań inwestorów i na powstanie pewnych niedoborów. Największym zakłóceniem jest ryzyko moralne (omówione w rozdziale szóstym). W 1990 roku problemowi ryzyka moralnego zaczęło towarzyszyć nowe wyrażenie: Greenspan puł (patrz rozdział piąty). Na szczycie hossy giełdowej część inwestorów doszła do przekonania (niesłusznie), że inwestycje giełdowe zawsze przynoszą zyski, bo Fed będzie zapobiegać jakimkolwiek poważniejszym spadkom. W latach 2000-2001, pomimo złagodzenia przez Fed kursu, nastąpiła na rynku zapaść. Niektórzy inwestorzy jednak w dalszym ciągu trzymali się koncepcji koła ratunkowego, tak zwanego Greenspan pat, a później także Bernanke put.

Leave a reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>