POCZĄTKI KADENCJI BERNANKEGO

Ben Bemanke już na początku swojej kadencji musiał się zmierzyć z ostrymi i, jak się przekonamy, często nieusprawiedliwionymi atakami krytyki. Na parkietach Wall Street i w prasie biznesowej zyskał sobie kilka niezbyt pochlebnych przydomków: „Ben z helikoptera”, „Ben B-52″, „Miś Beamanke”, oraz „NASCAR Bemanke” (ten ostatni z powodu tempa obniżek w styczniu 2008). W sondażach przeprowadzanych przez „Wall Street Journal” ekonomiści początkowo dawali mu łączną notę 4- lub 4 (80-85 punktów na 100 możliwych), lecz już w lutym 2008 roku jego ocena spadła do 75 punktów, czyli noty 31. Należy przy tym zauważyć, że jego koledzy byli oceniani nie lepiej, a nawet gorzej niż on. W porównaniu z ankietą z 2006 roku ocena prezesa Europejskiego Banku Centralnego Jean-Claude’a Tricheta spadła z 90 do 75 punktów, gubernatora Banku Anglii Mervyna Kinga z 78 do 70, a amerykańskiego Sekretarza Skarbu, Henry’ego Pulsona, z 87 do 74. Innymi słowy, wszyscy ci panowie zaczęli zbierać same tróje.

Patrząc realistycznie, przyznawanie ocen Bemankemu jest mocno niesprawiedliwe. Ponieważ jest on u władzy od zaledwie dwóch lat, do wystawienia jakiejkolwiek oceny brak wystarczających danych. Dwa lata to bardzo mało, a w karierze każdego prezesa znajdą się zarówno dwuletnie okresy chwały, jak i porażek. Wyjątkiem może być co najwyżej G. William Miller, którego półtoraroczna kadencja należała wyłącznie do tej drugiej kategorii. Jak się jednak wkrótce przekonamy, istnieją poważne powody do krytyki Rezerwy Federalnej pod rządami Bemankego, a co najważniejsze, komunikacja Fed z otoczeniem wciąż niedomaga. Bernanke przejął jednak po Alanie Greenspanie wyjątkowo trudne warunki tworzenia polityki. Musiał zastosować nie jeden, lecz aż dwa skoki równoważące, ubiegając zarówno wzrost inflaqi, jak i recesję, oraz zapewniając odpowiednie wsparcie rynkom kapitałowym bez podejmowania poważnego ryzyka ruchów niepewnych moralnie. Fed dysponuje tylko jedną „ręką”, działającą poprzez obniżanie i podnoszenie oprocentowania. Musi je stosować odpowiednio, tak by żonglować wszystkimi owymi czterema piłeczkami równocześnie.

W rozdziale trzynastym dowodzę, że nie powinniśmy oceniać Fed Bemankego na podstawie tego, co możliwe, lecz na podstawie tego, co niemożliwe. Fed nie może łagodzić polityki, by zwalczać recesję oraz upadek rynków kapitałowych, a jednocześnie zacieśniać polityki, hamując inflację i nie udzielając poręczeń niepewnym inwestycjom. Na razie jeszcze nie sposób powiedzieć, czy Fed dobrze sobie poradził w złych czasach. W zasadzie Fed powinien być oceniany z perspektywy danego momentu, z którego widzą jego poczynania inni ekonomiści i eksperci na rynkach finansowych, a nie z punktu widzenia kogoś, kto jest mądry po fakcie. Z kolei w rozdziale czternastym powracam do dwóch zagadnień: bieżących kłopotów Fed z komunikacją oraz zagrożeniami politycznymi, w obliczu których stoi. Wreszcie, w podsumowaniu, podzielę się moimi myślami na temat przyszłych możliwości.

Leave a reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>