PIANA NA RYNKU

W lipcu 2005 roku już nawet Alan Greenspan był skłonny uznać istnienie lokalnych baniek. „Tego, czy średnie ceny nieruchomości na obszarze całego kraju są przeszacowane […], nie da się sprawdzić w prosty sposób, jednak wydaje się możliwe pojawienie się co najmniej realnych oznak piany na niektórych rynkach lokalnych”12. Wprawdzie słowo „piana” może tu brzmi mało groźnie i kojarzy się z sympatyczną pianką na piwie, a nie z oznaką poważnego problemu, lecz nie zapominajmy, że oto posługując się charakterystycznym dla siebie kodem pełnym eufemizmów, Greenspan potwierdził, że Fed widzi zagrożenie prawdopodobieństwem powstania bańki cenowej. Co więcej, w czasie niedawnego tournee promującego jego wspomnienia Greenspan przyznał wreszcie, że słowo „piana” było eufemistycznym określeniem bańki, gdyż „wiadomo, że bańki tworzące pianę sumują się do postaci jednej zbiorczej bańki”13. Tyle w kwestii rozpoznania bańki.

Jak zatem powinien postępować bank centralny, aby efektywnie przeciwstawić się niebezpieczeństwu bańki? Również i tu nie zgadzam się z kierownictwem Fed. Greenspan twierdzi teraz, że starał się przezwyciężyć rosnącą bańkę na rynku nieruchomości. Jeśli nawet poczynił starania w tym zakresie, nie wierzę, by włożył w nie zbyt wiele serca. Greenspan nalegał, by Fed powoli podnosił stopy procentowe o 25 punktów bazowych na każdym z kolejnych 14 posiedzeń. Łączna podwyżka stóp o 4,25 punktów procentowych, zakończona dopiero w lecie 2006 roku, już za kadenqi Bernankego, z zewnątrz wygląda imponująco. Z bliska jednak – znacznie mniej ciekawie. Po pierwsze, podwyżki stóp są w stanie schłodzić trend wzrostowy tylko jeśli chłodzą rynki aktywów. Tymczasem na rynku aktywów, w tym przypadku nieruchomości, hossa trwała nadal, mimo kolejnych podwyżek wprowadzanych przez Fed. Po drugie, jak zauważył John Taylor podczas konferencji w Jackson Hole w 2007 roku, Fed zarządzał podwyżki stóp znacznie wolniej, niż gwarantowałaby standardowo zastosowana reguła Taylora porównuje rzeczywisty przebieg stopy funduszy z modelem wynikającym z reguły Taylora, w którym zakłada się, że Fed reaguje na wskaźniki bezrobocia i bazowej inflacji PCE. Model wskazuje, że Fed słusznie obniżał stopy do połowy 2003 roku, lecz później, gdy gospodarka ostatecznie się podniosła, powinien nastąpić znacznie szybszy wzrost stóp. Dlatego też przed ostatnie dwa i pół roku kierownictwa Greenspana stopa funduszy była zaniżona w stosunku do rzeczywistych trendów w gospodarce i dopiero po trzech ostatnich podwyżkach, których dokonał już Bemanke, polityka Fed powróciła na właściwe tory. Oczywiście prowadzenie polityki to proces znacznie bardziej złożony, który wymaga nie tylko trzymania się jakiegoś modelu wynikającego ze sto- py bezrobocia i bazowej inflacji, nie jest jednak jasne, z jakich powodów Greenspan nie oparł się bardziej zdecydowanie tendencji niezwykle sprzyjającej wzrostowi finansowemu.

Leave a reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>