KIEDY BAŃKA PĘKA

Tyle o fazie nadmuchiwania się bańki. Teraz zajmijmy się jej drugim aspektem, to znaczy fazą, gdy z bańki uchodzi powietrze. Jak już wspominałem wyżej, klasyczna wizja oczyszczania systemu ze zgnilizny zakłada, że Fed nie powinien w ogóle angażować się w zjawisko baniek cenowych, lecz pozwolić rynkom uczyć się na własnych błędach. Takie były założenia teorii likwidacjonistycznej Andrew Mellona, Sekretarza Skarbu w czasach przed Wielkim Kryzysem. „Zlikwidować pracę, zlikwidować giełdę, zlikwidować rolnictwo, zlikwidować nieruchomości”. Nawet panika nie była taka zła: „Oczyści system z całej zgnilizny. Wysokie koszty utrzymania i wysoka stopa życiowa będą musiały spaść. Ludzie zaczną ciężej pracować, prowadzić bardziej moralne życie. Nastąpi przewartościowanie zgodne z rzeczywistością, a ludzie przedsiębiorczy przejmą wraki z rąk osób mniej kompetentnych”16.

Na szczęście dziś niewielu ekonomistów widzi sens w lekceważeniu rynków, gdy się chwieją. Zamiast tego bank centralny wykonuje skoki na linie. Z jednej strony stara się nie powstrzymywać korekt, karzących tych, którzy nadmiernie ryzykują. Z drugiej strony stara się nie dopuścić, by poziom cierpienia na rynku finansowym pociągnął w dół całą gospodarkę. Problem polega nie na tym, czy Fed ma wkroczyć i uśmierzyć kryzys finansowy, lecz na tym, jaki margines cierpienia może dopuścić, zanim włączy się w ratowanie gospodarki z opresji.

Leave a reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>