Coś jakby zaburzenia komunikacji – kontynuacja

Problem komunikacyjny, jakiego doświadcza Fed Beman- kego, wyrasta z konieczności utrzymania równowagi w dwóch delikatnych obszarach jednocześnie. Na drodze od przegrzania na rynku nieruchomości i kredytów do całkowitej wyprzedaży na tych rynkach Fed musi wyważyć pomiędzy ryzykiem zbyt szybkiego złagodzenia kursu (dla interwencyjnego ratowania inwestorów) a ryzykiem złagodzenia zbyt powolnego, co by się wiązało z dopuszczeniem do poważnego uszkodzenia gospodarki przez utratę wartości zabezpieczeń. Jak w większości banków centralnych w Fed cieszono się z początkowego zaostrzania warunków kredytowania w lecie 2007 roku. Było to oznaką powrotu do normalnej wyceny ryzyka. Dlatego też Fed nie mieszał się i obserwował wyprzedaż na rynkach. Ważne jednak, by nie wylać dziecka z kąpielą, czyli nie pozwolić, by kłopoty na rynkach finansowych nadwerężyły całą gospodarkę. Toteż w połowie sierpnia nastąpił pierwszy gwałtowny zwrot. Zaprzestano koncentrować się na działaniach antyinflacyjnych i na wpompowywaniu płynności w rynki, aby zapobiec poważnym uszkodzeniom gospodarki. Inny obszar, w którym konieczne jest uchwycenie równowagi, to huśtawka pomiędzy recesją a ryzykiem inflacji. Gdy w 2007 roku nastąpiło osłabienie gospodarcze, natychmiast wzrosło tempo inflacji. Chociaż można mieć nadzieję, że mniejsze tempo wzrostu gospodarczego przyhamuje inflację, bardzo łatwo o utratę równowagi. Nie ma tu stałej zależności. Fed musiał przyjąć jakieś założenia: co do głębokości kryzysu, który może ogarnąć rynki kapitałowe, stopnia, w jakim odbije się on na gospodarce oraz przełożenia się redukcji tempa wzrostu na zmniejszenie presji inflacyjnej. Warto przypomnieć, że w przeszłości Fed nieraz borykał się z tym zadaniem, nie mogąc utrafić w punkt równowagi. Na ogół w późnej fazie ekspansji gospodarczej inflacja zaczyna wymykać się spod kontroli. Wówczas Fed naciska na hamulec. Stara się zmniejszyć tempo wzrostu na tyle, by utrzymać presję inflacyjną w ryzach, a zarazem nie wpędzić gospodarki w recesję. Czasem się to udaje, częściej jednak pojawia się kolejny szok i gospodarka, już wcześniej osłabiona, pogrąża się w recesji.

Ostatnim powodem, dla którego Fed popełni błędy w komunikacji, są starania Bernankego, by ograniczyć kult osoby prezesa i wprowadzić bardziej demokratyczny, uregulowany proces decyzyjny. Standardowo zarząd Fed obraduje tylko osiem razy do roku, więc w gwałtownie zmieniających się warunkach gospodarczych i finansowych oficjalnie wydane zarządzenia szybko się dezaktualizują. Gdy osoba prezesa dominuje, sygnalizowanie zmian polityki jest znacznie łatwiejsze do przeprowadzenia. Wystarczy, że szef wygłosi przemówienie lub zaprosi dziennikarza i podrzuci mu odpowiednio zakodowaną wiadomość. Natomiast gdy prezes jest zwolennikiem demokratycznego podejścia, a tym bardziej jeśli rażą go światła jupiterów, wypada mu zwołać zebranie, które zadecyduje o zmianie ścieżki i ogłosi to publicznie. W zagmatwanych warunkach gospodarczych demokratycznie działający komitet nie jest w stanie przekazywać sygnałów o zmianach w prowadzonej polityce, dopóki nie dojdzie do posiedzenia, ponieważ wcześniej, zanim się omówi wszystkie możliwości, nikt nie ma pewności, jak się ono zakończy.

Leave a reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>