KIEDY BAŃKA PĘKA CZ. II

Nie jestem zagorzałym zwolennikiem poglądu Bernanke- go i Greenspana, żeby „nie widzieć nic złego”, gdy pojawia się prawdopodobieństwo bańki cen aktywów (to znaczy nie podejmować żadnych kroków, by się ewentualnej bańce przeciwstawić). Nie podoba mi się także podejście, że nie należy „mówić nic złego”, czyli w wypowiedziach albo zaprzeczać istnieniu bańki w ogóle, albo przypominać o tym, jak trudno rozpoznać prawdziwą bańkę. Również nie przypadł mi do gustu pomysł, żeby „nie słyszeć nic złego”, czyli na przykład tego, jak Green- span odrzucał propozycje, by Fed zbadał zjawisko niebezpiecznych praktyk pożyczkowych. Wierzę, że lepiej, by Fed zachował dla siebie wyniki swoich ocen bieżących cen aktywów, niż żeby otwarcie wypowiadał się przeciwko możliwości powstania bańki. Uważam, że Fed powinien przyj ąć politykę opierania się ewentualnym bańkom. Nawet jeśli umiarkowane zaostrzenie kursu nie zatrzyma hossy, dzięki podniesieniu stopy procentowej funduszy do poziomu wyższego niżby należało i delikatnemu obniżeniu inflacji, tworzy się przestrzeń, w której Fed może znacznie obniżyć stopy, w razie gdyby hossa okazała się nadmuchaną bańką, która wybuchając, zburzy ogólny ład w gospodarce. Choć nie popieram zachowania Fed w sytuacji powstawania baniek, zgadzam się z jego postępowaniem, gdy bańka pęka. Słuszne jest najpierw pozwolić rynkowi odkręcić napiętą sprężynę, za to gwałtownie wkroczyć, gdy sprężyna odwinie się za mocno i „korekta” wymyka się spod kontroli, poważnie zagrażając całej gospodarce.

Leave a reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>