Felieton Greenspana do „Financial Timesa”

Zaostrzanie polityki przebiegało nie tylko powoli, lecz na dodatek polane było lukrem obietnic, że zmiany będą wprowadzane z umiarem, tak by nie nadwerężać gospodarki, lecz przywrócić normalny poziom stóp procentowych. W wypowiedziach przedstawicieli Fed niebezpieczeństwo powstania bańki finansowej było lekceważone, często natomiast mówiło się o „pianie” i o „niepowiązanych rynkach”. W wystąpieniu z czerwca 2005 roku Greenspan dowodził, że ceny nieruchomości istnieją w ramach absolutnie lokalnych rynków, w związku z czym nie może nastąpić załamanie synchroniczne, na szerszą skalę. Co więcej, ceny nieruchomości rosły wraz ze wzrostami stóp wprowadzanymi przez Fed. Jak wspomniałem wcześniej, polityka monetarna nie wpływa na gospodarkę poprzez czary, lecz na zasadzie zmuszania lub wywierania bolesnej presji na rynki aktywów. Gdyby więc Fed uwzględniał rosnącą bańkę na rynku nieruchomości, usłyszelibyśmy być może mniej wypowiedzi świadczących o trudnościach z przyznaniem, że bańka się pojawiła, a za to doświadczylibyśmy wzrostu stóp o 50 punktów bazowych, który z pewnością zostałby przez rynek dostrzeżony.

więcej

LIDEROWI NIE WYPADA SIĘ BUNTOWAĆ CZ. II

Robert Shiller, słynny ekonomista, który przewidział załamanie się giełdy w 2000 roku, twierdzi, że korzenie bańki na rynku mieszkaniowym w Stanach Zjednoczonych sięgają aż roku 1998, kiedy to inflacja cen nieruchomości wyprzedziła inflację cen konsumenckich. Nasz punkt widzenia wynikał natomiast z uznania, że lepszą ocenę realności cen mieszkań daje ich porównanie ze wzrostem dochodów (wykreśli.2). Zgodnie z tym kryterium początkowy skok cen stanowił rekompensatę słabego wzrostu na początku łat dziewięćdziesiątych. Ponadto niższe stopy oprocentowania, jak również nowe, atrakcyjne produkty na rynku kredytów hipotecznych sprawiły, że nieruchomości stały się znacznie bardziej dostępne. W naszej opinii początkowy wzrost cen domów był napędzany przez podstawowe i realne zjawiska, takie jak niższe oprocentowanie kredytów hipotecznych, i silną gospodarkę, nie zaś przez nieuzasadniony optymizm. W ten sposób znaleźliśmy się wśród większości, która uznała ostrzeżenia Shillera za straszenie na wyrost.

więcej

KIEDY BAŃKA PĘKA

Tyle o fazie nadmuchiwania się bańki. Teraz zajmijmy się jej drugim aspektem, to znaczy fazą, gdy z bańki uchodzi powietrze. Jak już wspominałem wyżej, klasyczna wizja oczyszczania systemu ze zgnilizny zakłada, że Fed nie powinien w ogóle angażować się w zjawisko baniek cenowych, lecz pozwolić rynkom uczyć się na własnych błędach. Takie były założenia teorii likwidacjonistycznej Andrew Mellona, Sekretarza Skarbu w czasach przed Wielkim Kryzysem. „Zlikwidować pracę, zlikwidować giełdę, zlikwidować rolnictwo, zlikwidować nieruchomości”. Nawet panika nie była taka zła: „Oczyści system z całej zgnilizny. Wysokie koszty utrzymania i wysoka stopa życiowa będą musiały spaść. Ludzie zaczną ciężej pracować, prowadzić bardziej moralne życie. Nastąpi przewartościowanie zgodne z rzeczywistością, a ludzie przedsiębiorczy przejmą wraki z rąk osób mniej kompetentnych”16.

więcej

FOMC

Wprowadzając w życie opracowany przez siebie schemat, Bernanke ze wszystkich sił starał się wyjaśnić, że nie zamierza ignorować podwójnego mandatu Fed, obejmującego jednocześnie wzrost i inflację. „Aby rozwiać obawy wszystkich osób niepokojących się o możliwość utraty krótkoterminowej elastyczności – powiedział – proponuję, by FOMC publicznie ogłaszał wartość OLIR z następującymi zastrzeżeniami:

więcej

OBSERWACJA PTAKÓW ZNÓW W MODZIE

W początkowym okresie sprawowania urzędu przez Green- spana podobnie jak wielu obserwatorów Fed czyniłem znaczne wysiłki, by umiejscowić każdego z członków FOMC na skali od jastrzębi do gołębi, a następnie analizować ich wypowiedzi, patrząc przez pryzmat ich pozycji w tym schemacie. Jeśli na przykład „jastrzębie” wypowiadały się szczególnie ostro, a i głosy „gołębi” nie brzmiały zbyt łagodnie, wnioskowałem, że zanosi się na podwyżkę. Z czasem jednak, gdy dominacja Greenspana stała się wyraźniejsza, przyjąłem inną taktykę i zacząłem dzielić członków na „lojalistów”, wiernie powtarzających opinie Greenspana, oraz „niezależnych”, którzy pozwalali sobie na pewne dysharmonie w wypowiedziach, w stosunku do tego, co głosił prezes. Pomijałem raczej słowa owych „niezależnych” i zwracałem uwagę na to, co mówią „lojaliści”. W momentach gwałtownych zmian w gospodarce uważałem też, by odsiać głosy tych lojalistów, którzy wydawali się powtarzać starsze poglądy Greenspana.

więcej

DOCIEKLIWI CHCĄ WIEDZIEĆ – FED

Jak kształtuje się przyszłość Rezerwy Federalnej? Gdy rozwieją się czarne chmury zgromadzone nad gospodarką i rynkami finansowymi, o ile Bernanke zostanie powołany w 2010 roku po raz drugi, spodziewałbym się dalszych działań na rzecz zwiększenia elastyczności celu inflacyjnego. Fed Bernankego już nieoficjalnie zaprezentował coś, co Frederic Mishkin określił jako „inflację spójną z mandatem”, wynoszącą 1,5-2 procent dla deflatora PCE. W ten sposób jednak Fed w dalszym ciągu pozostaje znacznie w tyle za zasadami ustalania celów przez inne banki centralne. Następne kroki mogłyby obejmować:

więcej

POCZĄTKI KADENCJI BERNANKEGO CZ. II

Niestety, wygląda na to, że obejmowanie stanowiska przez nowego prezesa Fed podlega prawu Murphy’ego, które można ująć następująco: początek kadencji zawsze zbiega się z trudnym okresem dla gospodarki i rynków finansowych. Paul Vol- cker pojawił się w sytuacji będącej największym wyzwaniem dla gospodarki w historii Fed. Natychmiast stanął w obliczu olbrzymiej presji politycznej oraz inflacji wymykającej się spod kontroli, które zmuszały go do naciśnięcia na hamulec polityki monetarnej. Dobrym i prostym miernikiem wyzwań gospodarczych, przed jakimi stoi Fed, jest wskaźnik ubóstwa – suma stopy bezrobocia oraz rocznej inflacji cen konsumenckich (wykres 13.1). Do 1979 roku, czyli do czasu podjęcia działań przez Volckera, wskaźnik ten zdążył podskoczyć do wartości osiągniętej tuż po drugiej wojnie światowej, czyli do 22 procent. Greenspan przejął urząd w czasach niewiele łatwiejszych. Inflacja pięła się w górę, Fed stopniowo stawiał jej opór, a w roku 1987, ledwie kilka miesięcy po objęciu stanowiska, Greenspan musiał poradzić sobie z poważnym kryzysem na giełdzie. Indeks ubóstwa podniósł się w 1989 roku, nigdy jednak nie sięgnął pułapu z czasów Yolckera.

więcej

POCZĄTKI KADENCJI BERNANKEGO

Ben Bemanke już na początku swojej kadencji musiał się zmierzyć z ostrymi i, jak się przekonamy, często nieusprawiedliwionymi atakami krytyki. Na parkietach Wall Street i w prasie biznesowej zyskał sobie kilka niezbyt pochlebnych przydomków: „Ben z helikoptera”, „Ben B-52″, „Miś Beamanke”, oraz „NASCAR Bemanke” (ten ostatni z powodu tempa obniżek w styczniu 2008). W sondażach przeprowadzanych przez „Wall Street Journal” ekonomiści początkowo dawali mu łączną notę 4- lub 4 (80-85 punktów na 100 możliwych), lecz już w lutym 2008 roku jego ocena spadła do 75 punktów, czyli noty 31. Należy przy tym zauważyć, że jego koledzy byli oceniani nie lepiej, a nawet gorzej niż on. W porównaniu z ankietą z 2006 roku ocena prezesa Europejskiego Banku Centralnego Jean-Claude’a Tricheta spadła z 90 do 75 punktów, gubernatora Banku Anglii Mervyna Kinga z 78 do 70, a amerykańskiego Sekretarza Skarbu, Henry’ego Pulsona, z 87 do 74. Innymi słowy, wszyscy ci panowie zaczęli zbierać same tróje.

więcej

PRÓBA OCENY GREENSPANA

Gdy zaczynałem pisać o ciemnej stronie prezesury Alana Greenspana, koncepqa przeprowadzenia krytyki jego działalności punkt po punkcie wydawała mi się niemal bluźnier- stwem. Bez wątpienia Greenspan w ogromnym stopniu przysłużył się silnej gospodarce i rynkom finansowym w czasie niemal dwudziestoletniego okresu sprawowania urzędu. Przez wiele lat uczestniczyłem w licznych sondażach, polegających na wystawianiu Greenspanowi oceny. Nigdy nie postawiłem mu oceny słabszej niż 4, nawet w jego najbardziej chwiejnych momentach. Znaczną część życia zawodowego poświęciłem na wyobrażanie sobie siebie na miejscu Green- spana i na odgadywanie kolejnych jego ruchów, bardzo trudno mi zatem przychodzi rozważanie, co powinien zrobić, a łatwo – co najprawdopodobniej zrobi.

więcej

PIANA NA RYNKU

W lipcu 2005 roku już nawet Alan Greenspan był skłonny uznać istnienie lokalnych baniek. „Tego, czy średnie ceny nieruchomości na obszarze całego kraju są przeszacowane […], nie da się sprawdzić w prosty sposób, jednak wydaje się możliwe pojawienie się co najmniej realnych oznak piany na niektórych rynkach lokalnych”12. Wprawdzie słowo „piana” może tu brzmi mało groźnie i kojarzy się z sympatyczną pianką na piwie, a nie z oznaką poważnego problemu, lecz nie zapominajmy, że oto posługując się charakterystycznym dla siebie kodem pełnym eufemizmów, Greenspan potwierdził, że Fed widzi zagrożenie prawdopodobieństwem powstania bańki cenowej. Co więcej, w czasie niedawnego tournee promującego jego wspomnienia Greenspan przyznał wreszcie, że słowo „piana” było eufemistycznym określeniem bańki, gdyż „wiadomo, że bańki tworzące pianę sumują się do postaci jednej zbiorczej bańki”13. Tyle w kwestii rozpoznania bańki.

więcej